Feeds:
Posty
Komentarze

Edukacja

W tramwaju numer 35 słychać telefoniczne wyjaśnienia udzielane matce przez córkę spokojnym, pewnym głosem:
– Mamo, to nie jest poliamoria, to są swingersi. To są ludzie, którzy się umawiają na seks.
Większość przebywających w tramwaju ćwiczy w tym czasie pilnie wyostrzanie słuchu.

1. Stanąć na peronie pełnym ludzi. Uśmiechać się.
2. Posłuchać peronowych informacji o opóźnionych pociągach. Usłyszeć, że nasz pociąg nie jest opóźniony. Uśmiechnąć się szerzej.
3. Usłyszeć informację o własnym pociągu wjeżdżającym na peron z informacją o tym, które wagony zatrzymują się w których sektorach. Usłyszeć informację, że istnieją w tym pociągu wagony o różnych numerach, ale nie usłyszeć informacji o tym, który ma się na bilecie, mimo dokładnego nadstawiania uszu. Zawiesić uśmiech.
4. Przemieszczając się do nadjeżdżającego pociągu, zacząć w głowie tworzyć plan B1 (prawdopodobny, ale przedświątecznie pewnie mało skuteczny – znalezienia konduktora i przekazania mu zadania znalezienia miejsca zastępczego dla miejsca w wagonie-widmo) oraz plan B2 (bardziej prawdopodobny – znalezienia jakiegoś miłego kąta korytarza przy drzwiach, gdzie może będzie dało się stać przez najbliższe 3 godziny bez zostania stratowanym).
5. Stwierdzić, że w pociągu znajduje się jednak wagon z numerem przewidzianym na naszym bilecie. Uśmiechnąć się szeroko i promiennie, radując się niezmiernie z perspektywy posiadania miejsca siedzącego.
6. Z tymże promiennym uśmiechem podążać do pociągu, spotkać się wzrokiem z panią konduktor, zawiadującą na peronie dzikim tłumem żądnych podróży pasażerów, która to pani, usiłując ukryć zdziwienie, łamie się w sobie przez chwilę, a następnie mówi uśmiechniętemu pasażerowi „Dzień dobry!”

*niezamierzony, z zaskoczenia

Wzór cnót wszelakich

W PKP Intercity pan konduktor krzyczy:

– na pana, który chce jechać do Warszawy Zachodniej (lub z Warszawy Zachodniej), a ma bilet na pociąg osobowy Kolei Mazowieckich i usiłuje wsiąść do pociągu w kierunku zupełnie odwrotnym, a na dodatek pospieszny,

– na panią, która usiłuje trzymać stopy obute w sandały na siedzeniu naprzeciwko, że tak się nie robi, że siedzenia kosztują oraz że pani utrudnia mu prowadzenie pociągu,

– na panny, które nabyły sobie drogą kupna bilet szkolny zamiast studenckiego, że czyta się bilet, im zaś należy się zniżka 51%, a nie 37% (w sumie zapłaciły więcej, ale historia zna przypadki, gdzie i w przypadku przepłacenia 2% ceny biletu normalnego konduktor nakazał nabyć nowy bilet, a stary i zły zareklamować w kasie).

M. z właściwym biletem zostaje podana pannom za wzór. M. musi być wzorem cnót wszelakich – po raz kolejny nabyła bowiem właściwy bilet na właściwy pociąg i nawet dobrze w niego wsiadła, a, o ile sobie przypomina z charakteru i wyglądu, wymagający pan konduktor prowadził również pociąg z tego wpisu.

Jak pory roku Vivaldiego

M. jedzie sobie tramwajem w środku wiosennego dnia. Na sobie ma sukienkę, we włosach wpięty kwiat.

Pan uśmiecha się i mówi:
– Jaki fajny kwiat. Taki wiosenny. 
M. uśmiecha się i mówi:
– Tak, właśnie przyzywam wiosnę.
– No tak. – mówi pan. – Ja lubię, jak się ludzie uśmiechają. I jest ładnie, fajnie, słońce świeci. A jeszcze tydzień temu to była zima i śnieg leżał. Wie pani, ja też przyzywałem wiosnę, śnieg jadłem, żeby szybciej przyszła!

175

W słynnym autobusie linii lotniskowej w mieście Warszawa odbywa się dialog pasażer (P) – kierowca (K):
P: Can I buy a ticket, please? A ticket.
K: BIIIILEEEEET?
P: Yes, a ticket. Thank you!
Po czym za odchodzącym w kierunku kasownika pasażerem ciągnie się „NIE MAAAAAM WYYYYYDAAAĆ!”
Od EURO w końcu minęło już duuuuużo czaaaaasuuuuu…

Eksperymentalny Sygnał Dobra

Pierwszy dzień wiosny.
Słoneczko świeci i uśmiecha się do pasażerów tramwaju. M. uśmiecha się do dwulatki z ciekawością przyglądającej się tramwajowi. Dziecko zatrzymuje swoją uwagę na uśmiechającej się M. i rozpromienia się, czym zatrzymuje zdziwioną mamę, która chce iść dalej. M., która zdecydowała się jeszcze pomachać radosnej dwulatce, widzi jeszcze przez chwilę dziecko zawzięcie tłumaczące coś pochylającej się nad nim kobiecie i całą swoją osobą (doczepioną do wyciągniętej daleeeeko ręki) wskazujące na odjeżdżający tramwaj.
Lepsze niż milion jaskółek!

To jest Polska

W autobusie linii 116 jedzie pan, który słyszalny jest w całym przegubowcu aż za dobrze. Inni pasażerowie oglądają się ze zdumieniem, a pan peroruje na cały głos na tematy antykomunistyczno-patriotyczne.
– Tu był Szpital Jana Bożego, w czasie Powstania go zniszczyli i wszystkich wymordowali! Kwiat narodu! Reszta Polaków wyjechała do Stanów albo do Kanady! To, co zostało, to komuchy same! To jest Polska…!
A M. myśli sobie, że według reguł logiki pana jest komuchem. I ten właśnie pan, który komuchów nie lubi, sam mówi, że też się do nich zalicza.